Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit artykuly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit artykuly. Pokaż wszystkie posty

Jak ryba w wodzie

Są wakacje. Upał. Czas wolny. Co zrobić? Iść na basen! Obojętne czy kryty, czy otwarty. Sam, z rodziną, z przyjaciółmi. Potrzeba tylko kilku drobnych rzeczy: strój, okulary, ręcznik i klapki.

Osobiście... jestem zakochana w pływaniu. Robię to od dziecka, nigdy nie miałam oporów przed nurkowaniem i skokami do wody. Przez 3 lata należałam do klubu pływackiego "Sokół" i jeździłam na treningi na pływalnię w Myślenicach. Ładny, wielotorowy basen 25m.

źródło: mokis.art.pl

Potem przerzuciłam się na basen w Nowym Targu. Po prostu jest on bliżej, a warunkami całkowicie dorównuje myślenickiemu, a nawet bym powiedziała, że jest lepszy.

źródło: basen.nowytarg.pl

Obecnie chodzę sobie na rabczański basen kryty w Ośrodku Wypoczynkowym Ela, 
bo dostałam ze szkoły karnet 10-wejściowy. Oczywiście, nie ma co porównywać tego kąpieliska z pływalniami w Myślenicach czy Nowym Targu, bo nie jest to basen sportowy, ale rekreacyjny. Jego długość to 15 metrów, a temperatura niestety aż 30 stopni... Nad tym ubolewam bardzo, bo o ile przyjemnie jest się popluskać w takiej cieplutkiej wodzie, to zrobienie porządnego pływackiego treningu (czyli przepłynięcie kilku długości w dosyć szybkim tempie) jest już mordęgą. Na hali basenowej jest gorąco, duszno i naprawdę ciężko o intensywną aktywność fizyczną w takich "saunowych" warunkach. Ale, jak to się mówi, darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, dlatego nie narzekam i cieszę się, że w ogóle mam możliwość gdzieś sobie popływać. :)

źródło: e-turysta.net

Jak pływać i czym pływać?

  • Żabką - styl klasyczny
Najbardziej "kobiecy" styl. Nie pytajcie mnie dlaczego. Po prostu tak jest. Jeśli rozejrzycie się po pływalni, to większość dziewczyn pływa właśnie żabką. Może dlatego że ten styl nie wymaga aż tak dynamicznych ruchów, a jego "okrojona wersja" pozwala nawet trzymać uniesioną głowę nad wodą? Nie będę się rozpisywać na czym ten styl polega, bo po pierwsze każdy to doskonale wie, po drugie nie jestem specjalistą, a jeśli chcecie fachowych porad, to wystarczy odwiedzić jedną z dziesiątek stron, które takowe informacje podają. Powiem tylko, że styl klasyczny doskonale wpływa na uda - pozwala pozbyć się tłuszczu z wewnętrznych, a także zewnętrznych części nóg.

  • Kraulem - styl dowolny
Najbardziej dynamiczny styl. Pływając kraulem spalamy największą ilość kalorii z prostych przyczyn - zmuszamy nasze mięśnie do bardzo szybkich skurczów, co zabiera duże pokłady energii. Porządną pracę wykonuje tu górna część tułowia - nasze barki, ramiona, a także nogi, które napędzają całe nasze ciało do przodu.

  • Motylkiem - delfin
Obok żabki jeden z najtrudniejszych stylów pływackich. Wymaga bowiem "falowania" całym ciałem i ogromnej siły w pracy mięśni ramion, żeby przebić barierę wody. Doskonale modeluje sylwetkę, głównie brzuch! Spalamy tu także bardzo dużo kalorii, tak jak przy kraulu.
  • Grzbietem - na plecach
Styl zupełnie różny od poprzednich, gdyż w przeciwieństwie do nich, tutaj nie pływamy na brzuchu. W związku z czym cały czas musimy napinać brzuch, by utrzymać się na powierzchni wody i utrzymywać właściwą postawę, wyprostowane plecy. Pływanie grzbietem doskonale działa na kręgosłup, barki i klatkę piersiową.

Jak dużo kalorii spalicie na pływalni? Na pewno mniej niż biegając, ale jest to także wysoko skuteczny w odchudzaniu sport. I przede wszystkim bezpieczny z punktu widzenia kontuzji. Rozluźnia mięśnie, wyciąga je, nie obciąża stawów. W dodatku w wodzie czujemy się zawsze lżej, a jej zimna temperatura przyspiesza spalanie! Uwaga jest jeden haczyk - po treningu na basenie będziecie czuć się niewyobrażalnie głodni, dlatego trzeba uważać, by nie pochłonąć całej lodówki, bo wtedy Wasze odchudzanie raczej cofnie się niż pójdzie na przód... Najlepiej po basenie zjeść posiłek z dużą ilością białka - np. ryby, mięso czy twaróg, bo zaspokoi to nasz apetyt, a jednocześnie nie sprawi, że przytyjemy, ale wpłynie na rozbudowę naszych mięśni. Podsumowując, basen jest rewelacyjny! Pływanie wytwarza tyle endorfin, pomaga zregenerować się po intensywnym wysiłku i daje niesamowite orzeźwienie w upalny dzień. A więc... widzimy się na basenie!!! :)





Dieta a wesele

Wszelkie rodzinne uroczystości, imprezy, no i przede wszystkim wesela są przez nas uwielbiane, jednak wprawiają w spore zakłopotanie osoby na diecie i ze słabą siłą woli. Podchodzimy do tych spraw różnie - jedni z zaciśniętymi ustami zażarcie odmawiają kolejnego kawałka ciasta i pieczonego mięsa, inni decydują się na jeden dzień wyjątku i odstępstwa od diety, wychodząc z założenia, że taka impreza to przecież zdarza się raz na rok albo rzadziej... Jasne, jeśli rzeczywiście tak jest, to jednodniowe (albo raczej jednonocne) obżarstwo w znaczący sposób nie wpłynie na naszą figurę, jednak gdy takie przyjęcia stają się częstsze (na przykład raz w tygodniu) to niestety, nie unikniemy kilku nadprogramowych kilogramów... Jak więc się z tym uporać? Co robić, by w pełni cieszyć się z przyjęcia, nie odmawiając sobie smakołyków, a jednocześnie nie zamartwiać o przyszłą figurę? Mam dla Was kilka rad!

Podjadaj zdrowo

Weselne stoły uginają się od licznych przystawek i przekąsek, po które sięgamy czasem wręcz mimowolnie w trakcie rozmowy czy oczekiwania na danie główne. Sprawmy więc, by nasze ręce nie zatrzymywały się na kalorycznych bombach, ale zdrowych i lekkich przekąskach. Zamiast ciastek sięgnijmy więc po owoce, które zawsze obecne są na takich przyjęciach. Obieranie banana czy jabłka jest wiadomo niewygodne, dlatego z reguły łatwiej sięgnąć nam po małe słodkie ciasteczko. Na szczęście mamy małych czerwonych bądź zielonych sprzymierzeńców, którzy są niezastąpieni na biesiadnych stołach, poręczni bardziej niż słodycze, przepyszni, naturalnie słodcy, a co najważniejsze mają tylko 67 kcal/100 g (dla porównania - ciasteczko to ponad 400 kcal/100 g!). Tak, mowa o winogronach. Sięgajmy po nie bez obaw, są zdrowe i przepyszne.

Planuj jedzenie

Zwykle na weselach menu składa się z kilku dań na gorąco i deserów - tortu, lodów, plus oczywiście przystawki na biesiadnych stołach. Warto zawczasu dowiedzieć się, jak będzie wyglądał jadłospis, by móc wcześniej zaplanować sobie, co i kiedy, a także ile, zjeść. Bo jeśli wiemy, że godzinę po obiedzie będą podawane lody, a koniecznie chcemy spróbować obu specjałów, to ograniczymy się do mniejszej porcji kotleta, by bez problemu zmieścić w sobie jeszcze deser i nie być przejedzonym. Albo jeśli około 1 w nocy po licznych tańcach na parkiecie złapie nas wilczy głód, to zapewne rzucimy się na gotowe przekąski. Nie jest źle, jeśli trafimy na talerz z wędlinami, chlebem i sałatką, zdecydowanie jednak gorzej, jeżeli rzucimy się na słodkości, gdyż wiadomo, że jedno małe ciastko nas nie nasyci, tylko zjemy od razu kilka kawałków, co może dać nam ponad tysiąc kalorii na jednym talerzu!!! Zaś gdybyśmy wiedzieli, że za pół godziny będzie podawane ciepłe danie, to z pewnością wytrzymalibyśmy do tego czasu i zjedli bardziej wartościowe danie.

Jedz małe porcje

Wiadomo, że chcemy zawsze spróbować każdego specjału, dlatego warto ograniczyć się nie w ilościach posiłków, ale ich wielkości. Zamiast dwóch wielkich obiadów, lepiej spróbować pół talerza każdego z dań. Zamiast nakładać na talerz od razu po dwa kawałki wszystkich rodzajów ciast, lepiej co godzinę skusić się na pół porcji coraz to innego smakołyku. Pomoże to nam zachować poczucie sytości i przyjemność z kosztowania przysmaków, a jednocześnie nie obciąży tysiącami kalorii oraz wzdęciami, bo kłopoty trawienne to obok nadwagi drugie wyzwanie dla biesiadników.

Dużo się ruszaj

Tańcz, tańcz i jeszcze raz tańcz! Wykorzystaj każdy szybki kawałek, który w mig pozwoli Ci spalić spożyte kalorie, a jednocześnie odwróci Twoją uwagę od jedzenia. Przysmaki zdecydowanie bardziej kuszą, gdy są na wyciągnięcie ręki, a my często jemy po prostu z nudów. Jeśli zaś trochę się poruszasz, to nie będziesz czuła tak dużej ochoty na słodkości, a chętniej sięgniesz po coś do picia.

Ostrożnie z napojami

Picie to jeden z zabójczych składników imprez dla naszej figury. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, ile kalorii znajduje się w kolorowych gazowanych napojach (typu Sprite, Pepsi, Mirinda), a także sokach (te stuprocentowe z owoców są jeszcze w porządku, gorzej z tymi dosładzanymi...), nektarach, no i oczywiście alkoholu.
Ciekawostka:
  • kieliszek wódki = 110 kcal
  • lampka słodkiego wina = 115 kcal
  • kufel piwa = 200 kcal
  • lampka szampana = 76 kcal
  • puszka Pepsi = 139 kcal
Teraz przypomnij sobie, ile kalorii ma jedno ciastko (ok. 100 kcal), garść truskawek (ok. 20 kcal) czy kanapka (ok. 130 kcal)... Dalej jesteś pewna, że możesz pić bez ograniczeń?

Życzę wytrwałości w swoich dietach na rodzinnych przyjęciach i wakacyjnych imprezach, ale... nie bierzcie tego też zbyt serio. Żyje się tylko raz i chyba nie warto cały czas sobie odmawiać przyjemności. Namawiam za to do racjonalnego podchodzenia do tej sprawy i umiarkowania. Wtedy wszystko będzie dobrze! :)

No i specjalnie dla Was zdjęcie z wczorajszego wesela:


Chodakowska - mistrz czy sadysta?

Od kilku lat w Polsce panuje moda na zdrowy styl życia i coraz większą popularnością cieszą się trenerzy personalni oraz celebryci lansujący swoje treningi i przepisy w internecie. W pewnym sensie ja też jestem jedną z osób, próbujących zaistnieć właśnie w kategorii sportu.

Najbardziej znaną prekursorką tego trendy w Polsce jest z pewnością Ewa Chodakowska. Sylwetka znana chyba wszystkim, ciesząca się dużą sympatią wśród swoich zwolenniczek i podopiecznych, ale także postać kontrowersyjna, nazywana przez złośliwych (a może zazdrosnych?) "koniem", "plastikiem", "chodzącą reklamą Adidasa"...
Ja sama ćwiczyłam z programami Ewy i bardzo ją cenię. Nie uważam, by była sadystką, a jej treningi niebezpieczne dla zdrowia. Jeśli ktoś nieumiejętnie wykonuje pewne ćwiczenia to sam naraża się na kontuzje, nie jest to wina osoby, która te ćwiczenia opatentowała. Na przykład najprostsze brzuszki... 90% osób wykonuje je źle - odrywa lędźwie od podłoża, podrzuca biodra i ciągnie ciało rękami, zamiast unosić mięśnie brzucha, a w dodatku nadwyręża kręgosłup i kark, dlatego potem odczuwa ból, a efektów brak. Dlatego ja na prawdę POLECAM Ewę! :) I nie chodzi mi tylko o treningi, które stworzyła, ale ogólnie całą jej postać. Jest mega pozytywną osobą, wszędzie jej pełno, namawia do bycia fit, ale jest całkowicie przeciwna głodzeniu się i wyniszczaniu swojego ciała. Mimo że jest sławna, to woda sodowa nie uderzyła jej do głowy - jest otwarta i miła dla swoich fanek, zawsze znajduje czas na wspólne zdjęcie, chwilę rozmowy, autograf... Na jej stronie pełno jest przeróżnych porad, przepisów i motywacji. Naprawdę, kawał dobrej roboty - podniosła tysiące polskich (i nie tylko) tyłków z kanap!


źródło: www.piekne-zdrowie.pl

Specjalnie dla Was omówię kilka jej najbardziej popularnych i dostępnych w internecie programów treningowych, z którymi się zetknęłam. Do ich wykonania potrzebujesz tylko dostępu do internetu, kawałka podłogi z matą bądź jakimś kocem i... to właściwie wszystko! :)

1. SKALPEL
Jest to trening lekki, idealny dla osób początkujących. Bardziej rozruszanym i aktywnym raczej nie da w kość, ale lepszy słaby trening niż żaden. Proponuję zacząć od niego swoją przygodę z fitnessem! Jednak mówię od razu - jeśli już coś ćwiczysz, to nie nastawiaj się na duże efekty po Skalpelu, bo się zawiedziesz i skończysz trening z niedosytem. Jeżeli dopiero zaczynasz swoją przygodę ze sportem, to Skalpel będzie dla Ciebie treningiem idealnym! Rozruszasz się, porozciągasz, popracujesz nad równowagą, a przy okazji wzmocnisz mięśnie i na pewno spalisz troszkę tłuszczyku. Skalpel, jako trening lekki, można bez obaw wykonywać codziennie. Trwa 40 minut, a dzięki niemu spalisz ok. 400 kcal.

Oto link: Skalpel

2. KILLER
Jeśli jesteś osobą o większych wymaganiach i chcesz się podczas ćwiczeń porządnie spocić, to polecam ten trening. Czym różni się od Skalpela? Zasadniczo tym, że jest to całkowicie inny rodzaj ćwiczeń. Podczas gdy Skalpel można zaliczyć do rodzaju ćwiczeń hm... "stabilnych" i "siłowych", czyli takich wzmacniających mięśnie, Killer to trening cardio, aerobowy przeplatany ćwiczeniami podobnymi do tych w Skalpelu. To właśnie ta część cardio powoduje, że łapiemy zadyszkę, pocimy się i... spalamy tłuszcz. Typowy trening cardio to bieganie, skakanie na skakance, jazda na rolkach, dynamiczny taniec czy pływanie. Charakteryzuje się najprościej mówiąc tym, że cały czas trzepiesz swoim ciałem i pobudzasz je do spalania tłuszczu. Dzięki takim ćwiczeniom najbardziej się chudnie. Ale Killer to już naprawdę nie są przelewki i jeśli masz słabą kondycję, to raczej nie wytrwasz całych 40 minut. Trening podzielony jest na 3 części, z których każda składa się z dwóch partii - kilkuminutowego cardio i zestawu 3/4 ćwiczeń na mięśnie brzucha, nóg i pośladków, które to ćwiczenia powtarzasz trzykrotnie. Całość daje nam około 40 minut dosyć konkretnego wysiłku, podczas którego spalisz nawet 600 kcal! Oczywiście, to ile kalorii stracisz, zależne jest od wielu czynników - wieku, wagi, poziomu aktywności, a nawet fazy cyklu miesiączkowego.

Link: Killer

3. TURBO SPALANIE
Według mnie jest to trening najbardziej obciążający stawy, dlatego nie jestem jego fanką i szczerze bym go nie poleciła, ale to tylko moje skromne zdanie, opinii na ten temat jest oczywiście w internecie mnóstwo, a jeszcze lepiej, jeśli będziesz mieć własną. Turbo to trening interwałowy, podobnie intensywny co Killer. Spalamy przy nim mniej więcej tyle samo kalorii.

Link: Turbo

4. SKALPEL WYZWANIE
Jest to zaraz po killerze mój ulubiony trening. Potrafi dać porządnie w kość, mimo że całkiem różni się od typowych treningów cardio. Trening ten składa się z poszczególnych ćwiczeń na różne partie ciała - zaczynamy od nóg i pośladków. Potem katujemy swój brzuch całą serią planków i znów ćwiczymy dolne partie ciała. Na koniec czeka nas deser - ćwiczenia wzmacniające plecy, za co duży plus! Często zapominamy o tej części ciała, a to podstawa zarówno przy ćwiczeniach stabilnych (brzuszkach), jak i aerobowych, np. bieganiu. Skalpel trwa tyle, co każdy inny trening Ewy, czyli ok. 40 minut. Mimo że ćwiczenia nie są tak "skoczne i biegające" jak w Killerze, to gwarantuję, że ten trening również wyciśnie z Was siódme poty, a spalicie przy nim ok. 500 kcal.
Niestety, filmik nie jest udostępniony w internecie, ale dla zainteresowanych - mam go na swoim komputerze i chętnie się podzielę! :)

5. SKALPEL 2
Ten trening jest według mnie najlżejszy, idealny dla osób w stylu: dziś już nie mam na nic siły, jestem za słaby, nie dam rady, nie mam czasu itd. Zajmie Wam nie więcej niż pół godziny i pozwoli ledwie się spocić. Do tego zestawu ćwiczeń potrzebne będzie krzesło. Trening działa na brzuch, uda i pośladki - jest połączeniem różnorakich brzuszków, przysiadów i skłonów wykonywanych właśnie przy użyciu zwykłego krzesła. No ale coś za coś - lżejszy trening - mniejsze efekty i mniej spalonych kalorii (ok. 400).
Skalpel 2 również nie jest dostępny w internecie, ale osobiście go mam i mogę komuś przesłać. :)

A co Wy sądzicie o Ewie? :)

Co zjeść przed startem?

To dobre pytanie i wbrew pozorom bardzo ważne zarówno dla zwykłych, zdrowych sportowców, jak i tych z rewolucjami żołądkowymi. Osobiście, niestety, należę do tych drugich. Po części spowodowane jest to nietolerancją laktozy, na którą cierpię - nie mogę pić mleka częściej niż raz/dwa w tygodniu i absolutnie nie rano! Ta przypadłość ujawniła się u mnie stosunkowo niedawno, bo jeszcze rok temu trening na stadionie pół godziny po zjedzeniu miski mleka z płatkami zupełnie mi nie przeszkadzał.
Mleka przed startem nie polecam nikomu - bez względu na to, czy tolerujesz laktozę, czy nie. Tak samo owsianka, pitny jogurt, maślanka i kefir. Według mnie są to produkty zbyt agresywnie działające na nasze jelita i jeżeli po ich spożyciu nie zwymiotujemy, to z pewnością będziemy odczuwali silną potrzebę skorzystania z toalety, a kto wyobraża sobie taką sytuację podczas maratonu? No właśnie...
Maraton to w ogóle osobny temat odnośnie odżywiania i jemu poświęcę osobny artykuł, korzystając w nim z doświadczenia sprawdzonej maratonki.
Skupmy się jednak na normalnych zawodach biegowych na dystansie pomiędzy 100 metrów a 10 km. Godzina i forma posiłku zależy od czasu rozpoczęcia biegu, jednak nie polecam jedzenia tuż przed startem z wiadomych powodów, ale również bez sensu jest spożywanie ostatniego posiłku 6 godzin przed zawodami. Według mnie optymalną porą są 2-3 godziny przed biegiem, tak by posiłek zdążył się strawić i ułożyć w brzuchu, a my nie zdążyli poczuć się głodni.
Gdy startujemy rano, to wiadomo, że jedynym posiłkiem poprzedzającym bieg jest śniadanie. Powinno ono być w formie złożonej z dużej ilości białka i węglowodanów, czyli na przykład dobrym przykładem może być:
  • jajecznica z chlebem, masłem i szynką
  • bułka z masłem, serem, szynką i pomidorem
  • warzywna sałatka z serem fetą i grzankami


Do tego herbata (może być zwykła lub zielona), a bezpośrednio przed startem jedynie napoje uzupełniające elektrolity, banan, baton energetyczny czy żel "przedstartowy". Osobiście polecam żel FIRE START - używałam i wiem, że działa.


źródło grafiki: http://tanie-odzywki.pl

Co do biegów odbywających się w późniejszych godzinach, to wiadomo, że na samym śniadaniu nie może się skończyć. Proponuję zjeść przed biegiem wczesny obiad, bo ten posiłek daje zawsze największego "kopa" energetycznego. Jednak należy pamiętać, by nie składał się on z produktów ciężkostrawnych. Kategorycznie odradzam spożywanie kiełbasy, papryki, grzybów, kapusty, fasoli i innych tego typu składników, gdyż są one bardzo ciężko strawne i zamiast pomóc nam w uzyskaniu wytrzymałości i szybkości, spowodują dyskomfort i złe samopoczucie. Polecam posiłek skomponowany z węglowodanów w postaci makaronu, ryżu lub kaszy z dodatkiem białka w formie mięsa i garści witamin ukrytych w warzywach (głównie pomidor, który ma mnóstwo cennego potasu!). Uwaga na sosy! Jeżeli Twój organizm je toleruje, to śmiało, dodaj je do posiłku, jednak proponuję przetestować taką kompozycję wcześniej przed jakąś aktywnością fizyczną. Przykłady dobrych obiadów przed zawodami:
  • makaron z serem i cukrem
  • ryż z kurczakiem w sosie warzywnym
  • kasza z duszonym mięsem i sałatką z pomidorów

Co, gdy zawody są z daleka od domu i nie mamy możliwości zjeść danego dnia obiadu? Pozostaje nam skorzystanie z dostępnych jadłodajni (bardzo często takie znajdują się przy stadionach) lub własnych zapasów. Posiłek przygotowany w domu na wynos wcale nie musi skazywać nas na zajadanie suchych kanapek, a obiad poza domem wykluczać ciepły i wartościowy posiłek. Polecam przygotowywanie wielotematycznych dań na wynos, nie ograniczających się do pieczywa w roli głównej, ale uwzględniających inne złożone węglowodany. Moim oczkiem w głowie jest kasza bulgur, którą jakiś czas temu odkryła moja siostra w Biedronce, jednak sądzę, że można znaleźć ją również w innych sklepach, np. Carrefourze. Jest to mieszanka mini makaroników z kaszą, która nadaje się do wielu dań - czy to na słodko, czy pikantnie, ciepło czy zimno. Stanowi ona znakomite rozwiązanie na przygotowanie obiadu na wynos, który można zjeść przed zawodami. 


Przykłady posiłków, które osobiście jadłam "na wynos" przed zawodami:
  • kasza bulgur z serkiem Danio
  • makaron z kurczakiem w sosie pomidorowym
  • ryż z gęstym jogurtem w stylu greckim z dodatkiem białego sera

Jak widzicie opcji jest mnóstwo, ale podkreślam, że są to tylko moje własne propozycje i nie zagwarantuję Ci, że Tobie będzie się po nich dobrze biegać. Każdy ma własny, indywidualny organizm, który różnie reaguje na dane produkty, więc koniecznie musisz znaleźć swoją własną "dietę przedzawodową". Jednak lepiej nie testuj jej w dniu zawodów, ale trochę wcześniej, by nie ryzykować startu. A gdy już Ci się zdarzy ból brzucha przed zawodami, to mam dla Ciebie rozwiązanie, które mi pomaga: małe magicznie żółte tabletki Espumisan (na wzdęcia) lub większe zielone Verdin (na trawienie). Wiadomo, że nie zadziałają na 5 minut przed startem, ale jeśli zażyjesz je godzinę wcześniej, to na pewno pomogą! :)


A jakie są wasze propozycje na menu w dniu zawodów?

Śniadanie na dzień dobry

Dzień dobry! Na powitanie... wiosna.

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! Po nocy organizm jest "wypłukany" ze wszelkich składników odżywczych, ma najniższy poziom cukru w ciągu całej doby i aż woła o naładowanie! Nie wolno Ci go omijać, ale nie może ono być dla Ciebie męką i przykrym obowiązkiem. Spraw, by stało się ono jednym z powodów, dla których budzisz się z uśmiechem i masz ochotę wstać. Jeżeli cierpisz na cywilizacyjną chorobę "nie chce mi się nic jeść z rana", to może czas pomyśleć, dlaczego tak jest? Czy to nie czasem przez zbyt obfitą i późno zjedzoną kolację? A może podjadasz w nocy? Lub Twój rytm dnia jest zbyt leniwy, by organizm wysłał odpowiednie bodźce, że po prostu jest głodny i żąda porządnego posiłku?
Wiele razy słyszałam opinie, że śniadanie to jedyny posiłek w ciągu dnia, na którego kaloryczność nie trzeba zwracać uwagi, to znaczy możesz zjeść tak dużo jak chcesz. Oczywiście, nie można tego brać zbyt dosłownie, bo jeśli pochłoniemy jajecznicę z 10 jaj przygryzaną smażonym boczkiem i popijaną piwem, to z pewnością zostawi to ślad na naszym organizmie w postaci dodatkowych kilogramów. Jednak chodzi tu o to, by nie bać się zjeść sobie porządnie rano, bo ta energia, którą dostarczymy będzie stanowiła grunt na cały dzień. Pozostałe posiłki będą tylko uzupełniać składniki odżywcze, które nasze ciało zdążyło już zużyć. 
Czy znasz powiedzenie "śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi"? Tego też nie należy rozumieć dosłownie, bo przecież nikt nie powinien ograniczać się do dwóch posiłków dziennie i to jeszcze z obiadem "zjedzonym na pół". Ale jakąś mądrą wskazówkę można stąd zaczerpnąć. Na przykład, że śniadanie musi być porządne, o wiele bardziej kaloryczne od kolacji. Ludzie mają głupie przyzwyczajenie do głodzenia się rano, a obżerania na noc. Potem się dziwią, że przybierają na wadze... To co zjemy wieczorem już w nas zostanie, nie spalimy tego! A to, co spożyjemy na śniadanie dostarczy nam energii na ubranie się, wyjście z domu, podbiegnięcie na przystanek, zawiązanie sznurówki czy wspięcie się na palce, by ściągnąć sweter z półki. Po prostu te kalorie zużyjemy! Dlatego staraj się jeść mniej na kolacje, a po kilku dniach gwarantuję Ci, że Twój organizm przestawi się na nowy rytm i obudzisz się głodna.

Co więc zjeść na śniadanie?
Ja na przykład nie przepadam za chlebem. Bez względu na to, czy jest to puszysty pszenny bochenek, ciemny, ziarnisty graham czy jakikolwiek inny. Po prostu preferuję bułki, dlatego codziennie rano kupuję sobie swoją ulubienicę z piekarni "Domino" i na samą myśl o tym, z czym ją dzisiaj przyrządzę, cieknie mi ślinka i prawie biegnę ze sklepu, by już móc ją skosztować. Z czym zwykle zjadam taką bułkę? Oczywiście, jej chrupiący pyszny smak musi dopełniać masło (w żadnym wypadku margaryna lub inny tłuszcz do smarowania!), a następnie to już zależy od tego, na co w danym dniu mam ochotę.
Najczęściej preferuję kompozycje wielotematyczne. Im więcej składników, kolorów i zapachów tym lepiej! Na mojej bułce prawie codziennie gości wędlina (mam to szczęście, że szynki i polędwice kupuję u prywatnego hodowcy), ser żółty, mozzarella lub owczy, do tego obowiązkowo sałata i warzywa takie jak pomidor, ogórek, papryka, cebula, czosnek posypane szczypiorkiem i doprawione pieprzem. Jeżeli moje kubki smakowe domagają się słonego posmaku, używam ziół lub vegety. Na mojej kanapce często gości także jajko i niestety, muszę się przyznać, keczup... To moje małe prywatne uzależnienie, nad którym nie potrafię panować. Jest to składnik, który mogłabym dodawać do każdej potrawy i często to robię... Oczywiście, że zdrowiej jest jeść świeże pomidory, ale każdy ma jakieś małe grzeszki i ulubiony "syf", który będzie jadł mimo wszystko, bo po prostu mu smakuje.


Inny rodzaj śniadania z bułką w roli głównej to wersja "na słodko", którą często wybieram w piątki, czyli dzień bezmięsny. Oprócz standardowej warstwy masła, smaruję pieczywo "domowym" (czyli nie ze sklepu, lecz z prywatnej pasieki) miodem, a na to ustawiam plastry twarogu - białego sera. Efekt jest nieziemski i myślę, że znany przez wielu smakoszy. Jeśli jeszcze tego nie próbowałaś, to zachęcam - jest bosko! Co do tego? Znakomicie skomponuje się bawarka, zwykłe gorące mleko lub wersja dla ludzi lubiących wyzwania - kakao! To gorące połączenie, które może zasłodzić Cię na śmierć, ale czasem każdy z nas ma takie dni, że i kilogram cukru nie zaspokoi jego parcia na słodkie.


Wracając do tematu bułek, to pewno nie toleruję starego pieczywa. Gumowe, wyschnięte bułki to ostatnia rzecz, na jaką bym miała ochotę tuż po przebudzeniu. To ważne, co zjesz na śniadanie, bo od tego będzie zależała nie tylko Twoja sprawność fizyczna w ciągu dnia, ale także humor.
Nigdy nie wychodź z domu głodny. Stare polskie przysłowie nie kłamie: "Polak głodny, Polak zły"! Po co masz psuć humor sobie i osobom, które staną na Twojej drodze? Czy nie łatwiej wyjść do pracy, szkoły z brzuchem pełnym jakiegoś przysmaku? Wtedy uśmiech aż sam ciśnie się na usta i tak rozpoczęty dzień po prostu nie może być zły.


Dlatego sama sprawdź, co najbardziej odpowiada na pierwszy, najważniejszy posiłek Tobie. Ja osobiście próbowałam już różnych rzeczy. W ubiegłym roku codziennie na śniadanie pochłaniałam miskę mleka z domowym muesli (niestety, okazało się, że mój organizm nie przyswaja już mleka w tak dużych i częstych ilościach, dlatego musiałam zrezygnować z tego dania). Dlaczego "domowym" muesli? To proste - chciałam żyć smacznie, zdrowo i... taniej. Przyrządzanie swojego własnego muesli to po prostu przyjemność. Sama wybierasz składniki, które możesz codziennie zmieniać w zależności od tego, na co masz ochotę. Cudownym rozwiązaniem są zawsze suszone owoce, a pasują właściwie to wszystkiego - od jogurtu czy kefiru poczynając, poprzez naleśniki i desery, na mleku kończąc. Jeśli kupisz ich większą ilość, np. bezpośrednio w hurtowni, zapłacisz znacznie mniej niż w przeliczeniu za opakowanie 20 dag w zwykłym sklepie. W dodatku muesli, które sama skomponujesz będzie o wiele mniej kaloryczne. Przyjrzyj się opakowaniu płatków muesli, które kupujesz w sklepie. Czy malutkim druczkiem nie jest tam napisane o dodatku cukru? A może o kandyzowanych owocach? Albo płatki oblane są czekoladą? Przecież to dziesiątki, a czasem wręcz setki dodatkowych niepotrzebnych kalorii! Wystrzegaj się ich jak ognia. Uwierz mi na słowo, że po dodaniu rodzynek czy żurawiny Twoje muesli naprawdę będzie słodkie - te owoce to takie naturalne słodziki!
Spróbuj skomponować własną mieszankę. Czego ja używam w moim muesli?
  • rodzynki
  • żurawina
  • suszone banany
  • migdały
  • pestki dyni
  • orzechy
  • płatki żytnie lub owsiane




Innym ważnym dodatkiem są świeże owoce. W okresie zimowym spokojnie możesz je zastąpić tymi suszonymi, ale w ciepłym sezonie staraj się komponować w swoim muesli owoce, które właśnie są dostępne na rynku w atrakcyjnych cenach. Wybór jest przecież ogromny! Truskawki, maliny, poziomki, borówki, porzeczki, agrest, jabłka, gruszki, winogrona, banany, brzoskwinie, ananasy, morele - to tylko niektóre z nich. Właściwie to do swojego muesli możesz dodać, co tylko chcesz! Nie bój się eksperymentować. Znajdź swój własny ulubiony smak.
Taką mieszankę możesz dodać także do owsianki. Gwarantuję, że zapewni Ci ona mnóstwo energii, siły i nasyci Cię na dobrych parę godzin, a przy tym nie obciąży Twojego żołądka. Wszystko za sprawą magicznego błonnika, którego owsianka zawiera całe mnóstwo. Uwaga dla osób na diecie! Owsianka bardzo pomaga w wypróżnianiu... :)
Sama sprawdź, co jest najlepsze dla Ciebie. Śniadanie na słodko a'la france - croissant z dżemem, miodem, owocami? A może typowe "porządne" angielskie - fasolka, boczek, jajko?
Oczywiście, jego forma zależy też od planów na najbliższy czas. Jeśli jest to leniwa niedziela, którą spędzisz w łóżku, to znakomitym rozwiązaniem jest delikatne śniadanie na słodko do łóżka z mlekiem w roli głównej, jednak tego typu posiłku nie polecałabym przed treningiem lub zawodami. Wtedy lepiej skusić się na porcję warzyw, węglowodanów i przede wszystkim białka. Dlaczego? Po pierwsze dostarczą nam więcej "lepszej" energii (tej, która dłużej będzie się rozkładać w naszym żołądku i nasyci nas aż do obiadu), a po drugie białko to kluczowy składnik przy aktywności fizycznej, wspomagający budowę mięśni.
Pozostaje mi więc powiedzieć już tylko jedno...
Smacznego!!!


Na tropie sacharozy

Czy warto całkowicie eliminować cukier z naszej diety?


źródło grafiki: http://pl.all.biz/img/pl/catalog/191603.jpeg

Swój pierwszy artykuł chciałabym poświęcić właśnie temu drobnemu "niewinnemu" składnikowi, który pojawia się w naszym jadłospisie niemalże cały czas. Być może nawet nie zdajemy sobie czasem sprawy jak wszechobecny jest w naszym pożywieniu cukier. Najczęściej kojarzymy go jako drobny biały proszek, kryształ, który dodajemy do herbaty, przyprawiamy nim pierogi, kluski, makaron, a nawet zupy - wytworny smakosz doskonale zdaje sobie sprawę, że barszcz nie odnajdzie swojego smaku bez tej przyprawy. Cukier, oczywiście, rozpoznajemy także w "twardych" słodyczach. To dla nas jasne, że każda landrynka, cukierek czy lizak są stworzone prawie wyłącznie z cukru. To samo tyczy się bardziej skomplikowanych deserów - cukier znajdziemy w lodach, ciastach, ciastkach, budyniach, galaretkach, kisielach, żelkach, drożdżówkach, czekoladzie i zasadniczo w każdym produkcie, którego nazwa składa się z wyrazu "słodki". To przecież jasne, że ów smak musi się skądś pojawiać, dlatego trudno wyobrazić sobie "słodkie bułeczki", "słodzone mleczko" czy inne tego rodzaju artykuły bez dodatku tegoż to kryształu.
Powyższe fakty są wręcz oczywiste i zna je każde dziecko. Jednak jeżeli zaczniemy się głębiej zastanawiać nad pojęciem "cukru", to możemy się dowiedzieć rzeczy już nie dla wszystkich tak oczywistych. Po pierwsze, skąd w ogóle bierzemy cukier? Cukier nie jest wysmażany z kosmosu, nie wytapia się go chemicznie, nie wyzyskuje z gleby. Cukier to po prostu jeden ze składników organizmów. Cukier jest w człowieku, cukier jest w cząsteczce DNA, jest w każdej roślinie i w każdym zwierzęciu. Znajdziemy go także we wszystkich owocach (i to we wcale nie małej ilości!), sporadycznie warzywach i innych pokarmach np. W miodzie, który wytwarzany przecież w głównej mierze z pyłków kwiatów, daje nam jasny dowód na to, że cukier znajdziemy nawet w polnych roślinach. Oczywiście, nie jako biały proszek. W takiej postaci możemy go wyzyskać najczęściej z buraków po określonych czynnościach w specjalnych fabrykach. Takie buraki gotuje się, a następnie z powstałego soku wydziela się cukier. Uzyskujemy go także z trzciny cukrowej w postaci rudawych kryształków i właściwie są to dwa jego główne źródła w przemyśle spożywczym. Spotkać się jeszcze można z cukrem trzcinowym i waniliowym. Rocznie na całym świecie produkuje się go ponad 130 mln ton! Lecz co dzieje się z nim potem? Czy cały jego zasób trafia do "głównej grupy odbiorców", czyli słodyczy? Otóż zastraszającą informacją jest fakt, że wyzyskany i przerobiony fabrycznie cukier jedynie w niewielkiej części trafia do cukierni! Co się więc z nim dzieje? Odpowiedź jest prosta - wystarczy się rozejrzeć. Cukier jest bowiem wszędzie.

















Zdziwieni? No tak, kto by pomyślał, że cukier jest w makaronie, ryżu, chlebie, jogurcie, serze, wędlinie, alkoholu i śmietanie? Chyba nawet nie warto wymieniać takich produktów jak "zdrowe napoje owocowe", "naturalne nektary", napoje gazowane, dżemy, nutelle, masła orzechowe i konfitury, sosy. Ale co ciekawe... Jest on nawet w słonych przekąskach!



źródła grafiki: http://www.opinie.senior.pl/Lay-s-Pikantna-Papryka,45598.html; http://a.pl/krakow/rybitwy/przekaski/chipsy-chrupki/smakowe/lays-tv-paka-pikantna-papryka-160g

Wiecie już dlaczego chipsy, chrupki i paluszki są tak tuczące i niezdrowe? Bo w nich jest wszystko. Od laktozy i soli poczynając, a na cukrze i konserwantach kończąc. Co więc jeść i jak się bronić przed tym wszechobecnym złem? Nasuwa się odpowiedź: najlepiej nic, a właściwie nic przetworzonego. I to wcale nie jest zły pomysł. Wystarczy sobie tylko wyobrazić jak diametralnie zmieniłoby się nasze życie - lepsze samopoczucie, zdrowie, figura, skóra, włosy, paznokcie, wzrok, krew, a także wydajność umysłowa, jak również fizyczna. Jednak chwilę później trzeba zażegnać tę Utopię, spojrzeć na swoje rachunki, włączyć wiadomości i wykonać kilka prostych działań, by przekonać się, ile kosztowałaby nas ta zdrowa przemiana. Ośmielam się zaryzykować stwierdzeniem, że jeśli nie masz 3 samochodów, willi z basenem i prywatnego odrzutowca, to zrezygnowałabyś zaledwie po miesiącu. Tak się po prostu nie da. Nie potrafimy być samowystarczalni, by osobiście kontrolować skład wyrabianych produktów i domagać się eliminacji z nich niezdrowych elementów. Jesteśmy zmuszeni swoje posiłki komponować z artykułów wytwarzanych przez innych. Czy więc jesteśmy skazani na porażkę? Nie, możemy w miarę możliwości zastąpić gotowe produkty własnymi wyrobami. W internecie i przeróżnych poradnikach aż roi się od przepisów na domowy keczup, sos winegret czy sałatkę. Na moim blogu także znajdziecie tego typu porady i moje własne innowacyjne przepisy. Co jednak z produktami, których sami nie wytworzymy? Porad mam kilka. 
Jeśli chodzi o mięso i nabiał to starajmy się dokonywać zakupów w wiejskich, prywatnych sklepikach, na targach, w sprawdzonych sklepach i u prywatnych sprzedawców, których produkty pochodzą z własnego gospodarstwa. Wystrzegajmy się żywności zapakowanej w plastikowe pudełka, folie i puszki. Ich przekaz jest jasny: zostałem szczelnie opakowany, by jak najdłużej utrzymać świeżość, w swoim "życiu" przeszedłem już wiele etapów przetworzenia (od sztucznej hodowli - często za granicą, poprzez fabryki aż do hurtowni i supermarketów) i jestem produkowany na wielką skalę, to znaczy, że mój skład nie jest najwyższej jakości. 
Po drugie: patrz na daty ważności! Im dłuższa, tym więcej chemii i ulepszaczy w produkcie. Nigdy cię nie zdziwiło, że podczas gdy zwyczajny chleb nadaje się do spożycia jedynie przez parę dni, to opakowane w folię maślane bułeczki mają termin spożycia nawet do kilku tygodni czy miesięcy? To już powinien być dla ciebie znak ostrzegawczy.
Po trzecie, zawsze, ale to zawsze czytaj etykiety na produktach. Czym są różne numerki z literą E? Chemią i ulepszaczami, barwnikami i konserwantami. Im jest ich w składzie produktu więcej, tym, oczywiście, gorzej.
A więc co z tym cukrem? Już wiemy, że jest go w naszej diecie bardzo dużo, nawet jeśli odmawiamy sobie słodyczy i innych deserów. Czy jednak jest to konieczne, by z niego zupełnie zrezygnować? Jaki jest jego negatywny wpływ na nasz organizm? A może ma jakieś zalety?
Cukier jest ważny dla organizmu, tak samo jak tłuszcze, białko, i błędem jest twierdzić, że nie powinno się cukru jeść w ogóle. To samo tyczy się soli. Tak zwana "biała śmierć" może odnosić się tylko do przypadków, gdy dostarczymy naszemu organizmowi zbyt wiele tej substancji, aczkolwiek dotyczy to wszystkich produktów. Jeśli zjemy za dużo masła i smażonych potraw - też niedobrze, jeśli cały dzień będziemy jeść tylko białko, to to także nie jest zdrowe. Kluczową sprawą jest zbilansowana dieta, to znaczy różnorodna. Bogata zarówno w węglowodany, białka, tłuszcze, witaminy i minerały. Wystarczy przyjrzeć się piramidzie zdrowego żywienia. Cukier też ma tam swoje miejsce! W organizmie odgrywa ważne role - jest źródłem energii, a także reguluje metabolizm tłuszczów. Gdy jest go za mało, łatwo nabawić się hipoglikemii. Sami zapewne nieraz odczuwaliśmy jego niedobór, czego głównymi objawami było rozdrażnienie, brak koncentracji, drżenie rąk, zawroty głowy. Rzecz jasna, kiedy cukru jest za dużo, to także może wywołać groźną chorobę - cukrzycę. Jaka więc rada? Zasada złotego środka - czyli nie za dużo i nie za mało.
Co więc ze wszystkimi dietami, co z poradami dietetyków, dentystów i trenerów fitness, którzy tak usilnie odradzają nam słodycze? Czyżby się mylili?
Powiem jasno: jedzenie słodyczy nie jest zdrowe i konieczne dla organizmu. Czytając ten artykuł powinnaś już wiedzieć, że tak potrzebna twojemu organizmowi sacharoza znajduje się w tak wielu produktach spożywczych, że jej uzupełnianie poprzez cukier w czystej postaci i słodycze nie jest wskazane. Wtedy, rzecz jasna, łatwo o otyłość, choroby zębów i złe samopoczucie. Dlatego zapamiętaj: nie wolno Ci eliminować ze swojej diety cukru, ale śmiało możesz zrezygnować ze słodyczy, które są tylko jednym z wielu artykułów, które dostarczą Ci tej ważnej substancji.